trzeciadziesiatka blog

Twój nowy blog

Dziś nadszedl dzień wizyty. Myślalam że splonę, bo dopiero dziś dotarło do mnie że umówiłam się u tego samego lekarza, któremu miesiąc temu władowałam sie do gabinetu.
[Na pewno nie pamięta] – łudzilam się w myslach – [ma taki przerób ludzi i miesiąc minął... Idę na pewniaka]

 - Dzień dobry
 - Dzień dobry – znów ten biały uśmiech.

Siedze w fotelu, facet robi co do niego należy

[Widzisz głupia, gościu nie skojarzył] – opieprzam się w myślach
 - A pani chyba kiedyś tu u mnie była, prawda? – Nagle wypalil z grubej rury – ile to było miesiąc temu?
Na moment wyjął mi maszynerię z ust
 - A pan to wszystkich tak dobrze pamieta, czy tylko tych nienormalnych?

KURTYNA

Ps. dentysty juz raczej nie zmienie.

Kiedy trafilam do „swojego” gabinetu bylam już mocno spóźniona. Na szczęście dentysta nie miał zbyt duzo pracy (pusty gabinet, pusta poczekalnia, nawet nie był w fartuchu). 
 - Dzień dobry
 - Dzień dobry, cieszie się że pani jednak psziszła.
Mój nowy dentysta okazał się ARABEM.

Nie jestem rasistką, nie mam uprzedzeń. Pojawiła mi sie w prawdzie myśl, że dzięki znajomości z nim nic mi nie grozi ze strony Al-kaidy, ale usiadłam w fotelu. Wyłuszczyłam problem, lekarz zajrzał mi w dziub i…
… zaczął odwodzić mnie od leczenia. Do dzis nie wiem czy się bał, czy mu sie nie chciało. Nie wiem. Nigdy wcześniej nie spotkalam nikogo z takim podejściem.

W końcu jednak przemógł sie i… WYRWAŁ MI ósemkę. Przetłumaczył mi że dziś wytargamy jedną ósemkę, na drugi dzień drugą ósemkę a od kolejnego dnia zaczynamy codzienne leczenie i do tygodnia będę miała uzębienie jak z hollywood.
Super. Spodobala  mi się idea.

Wytargał, poszłam do domu. Na drugi dzień idę do gościa znow. Niestety gabinet zamknięty na 3 spusty.
Czekam, czekam, w końcu złapałam za telefon i po 15 minutach dobijania się do niego na komorkę w końcu odebrał.

 - Dzień dobry panie doktorze, będzie pan dzis w gabinecie?
 - Dzień dobry, taaak będę, koło cinastej.
 - Ale bylismy umówieni na 10.00. Czekam od 15 minut pod gabinetem
 - Taaak? Umawialiśmy się?
 - [&%&#(@)&] Tak panie doktorze.
 - A kiedy?
 - Wczoraj. Wyrywał mi pan zęba…
 - A taaak – zaczął kumać przez moment – i jak sie pani ciuje?
 - Dobrze, dzis miał pan mi rwać drugiego, sam pan to proponował…
 - taaak?
 - tak, dowidzenia. – i jak nigdy rzuciłam słuchawką.

Jeszcze tego samego dnia znlazłam w necie telefon do innego dentysty. Zadzwoniłam i umowiłam się. Tu niestety czekałam na wizytę prawie miesiąc – taki jest oblegany.

Opiszę miesięczne perypetie, bo związanych jest z tym dwóch dentystów i mnóstwo (juz dziś śmiechu).

Około miesiąc temu ułamała mi się siódemka. Standartowo, na orzechu. Wyszperałam w necie telefon do dentysty, zadzwoniłam, umowiłam się na nastepny dzień. Rzuciłam jeszcze okiem na adres, żeby dobrze trafić.

Następnego dnia  z duszą na ramieniu ruszyłam do zębologa. Oczywiście spoźniłam się. Wpadlam do gabinetu jak burza, rozebralam się, przeprosiłam za spóźnienie, ogólnie narobilam mega rabanu. Ładując się na fotel coś mnie zaniepokoiło. Na fotelu siedzial pacjent. Z otwartą buzią. Oniemiały. Nad nim stał dentysta nie mniej oniemiały.

 - Była pani umowiona? – pyta tenstojacy po bezpiecznej stronie wiertla
 - Na 17.00
[sprawdza w kapowniku]
 - A jak pani nazwisko?
 - M…
 - Nie mam tu pani zapisanej.
 - Jak to? – oburzylam się – przecież dzwonilam. Rejestrowała mnie miła pani… [nagle powiła się straszna myśl "czy dobrze trafiłam?"] To ul. D….?
 - Nie – tu dentysta pokazal mi swój śnieznobiały usmiech i grzecznie wytłumaczył jak trafić do umowionego gabinetu.

cdn…

Made in Japan

Brak komentarzy

 - Kochanie zrobimy sobie prawdziwe japońskie sushi. Zobacz mamy japoński ryż, japoński sos sojowy i japońskie wasabi. Zjemy jak w Japonii, wszystko mamy z Japonii, nie podróby, nie prawie sushi tylko japońskie sushi!
 - A gdzie ty to wszystko kupiłeś?
 - W Auchan.

Kurtyna.

Tylko nie Tesco.

Brak komentarzy

Otwarli nam Tesco. Wydarzenie nie lada, bo z tego co wiem Ustroń bronił się rękami i nogami przed wielkimi sklepami. Przegrał.
Zabrałam dziś skrzaty (wiem, wiem, wiem… niedziela) i pojechalismy na zwiady do nowootwartego. Taniej – fakt. I to by było na tyle jeśli chodzi o zalety. Nawrzucalismy do koszyka kilka rzeczy i maszerujemy do kasy. Przy kasie kolejka, odstalismy frycowe. Bylismy na samym końcu ogonka. Kiedy osoba przed nami wykładała towar na tasmę(my ciągle bylismy ostatni), kasjerka oznajmiła przerwę. Myślałam, że mnie zczyści na miejscu. Nie dalam za wygraną, to tak jakby mi na poczcie zamknęli okienko przed nosem po 30 minutach stania.

Wiecej tam nie pójdę. Jeszcze nie zyskali klienta a już go stracili.

Ps. W końcu zostałam obsłużona, ale swoje musiałam wygardłować.

No to jestem

Brak komentarzy

Od miesiąca na nowym miejscu. Czysta woda (prawie), czyste powietrze, góry i rzesze turystów. Coś za coś, nie narzekam, bo mieszkam w miejscu, które kocham od dzieciństwa :)


  • RSS