Nowe kosmetyki = nowy makijaż.

Wstyd się przyznać, ale to pierwszy makijaż od ho ho ho, albo i jeszcze ho ho. Pomalowałam się, moja samoocena przez to sięgneła zenitu. Dumna, z poczuciem olśniewającego piękna zeszłam do męża. Załopotałam rzęsami i pytam zalotnie:
 - Kochanie, i jak?

Spojrzał na mnie, chwycił za brodę, delikatnie obrócił moją głowę w prawo a potem w lewo. Oko przymknął i sapnął:
 - Noooo, jakos tak…. nergalowo….

:-/