Ładuję wieczorem gary do zmywary, na uszach mp3 a w słuchawkach artykuł po francusku.
 - Czego słuchasz? – Zainteresował się syn

Akurat kiedy mu mówiłam, do kuchni wszedł małż.

 - Talent nam się marnuje – zaczął – z takimi zdolnościami językowymi to powinnaś działaś coś na rynku europejskim a nie wsadzać talerze do zmywary.
 - To mama ma talent do języków? – zdziwił się syn (ja też przy okazji ;-) )
 - Pewnie synu – ciągnął dalej mąż – angielski zna na tyle dobrze że spokojnie się porozumie, francuskiego się nauczyła w 3 lata, też się dogaduje, kto wie do czego się nam jeszcze nie przyznała…
 - Mamo znasz jeszcze jakiś język?
 - Uczyłam się kiedyś rosyjskiego… coś tam zostało…
 - A jeszcze jakiś?
 - Dziadek uczył mnie kiedyś bułgarskiego…
 - To powiedz coś po bułgarsku, proooszę…
 - Ikpy doktor garabet, wsiaki ciaka swoich red, Enczo, Penczo Atanas i As.

Mąż ślepia wywalił i mówi:
 - Ha! szpanerka, jeden wierszyk, pfffff
na co ja:
 - Babo mrawko gde teka? Biagam szturczo za chrana, a ty…?

Tu mi przerwał
 - Bardzo kurna, śmieszne. Dawaj mi te gary, ja to zrobię a ty do roboty. Od teraz ja bede w domu a ty szukasz lukratywnej roboty…