trzeciadziesiatka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2011

Półmetek

2 komentarzy

Tydzień leżenia za mną. Leżę grzeczniutko (prawie). Mąż na rzęsach staje i dzieki niemu naprawdę mogę leżeć.
Jeszcze tydzień.
Ale jak wejdę w 38 tydzień nikt i nic mnie w łóżku nie zatrzyma. O nie!
Przez ten tydzień już naladowalam baterie, juz mnie nosi.

Wszystkie skurcze, bóle itp odeszly w niepamięć. Od czasu do czasu pojawia się jakiś tam skurczyk, ale co mi tam… tak ma byc poprostu. Mała dokazuje aż mi brzuchem narywa, czasem mam wrażenie ze ma zamiar wyleść przez pępek. :-)
Dodatkowy plus leżenia jest taki, ze nogi wróciły do stanu używalności, tzn widać gdzie lydka a gdzie kostka i zaczęłam się mieścić w inne buty niz japonki :-D

7-go idę na kontrolę. Oby się okazało że do 22-go nie dotrwam, żadną miarą.
Jak ja już mam dość.

A co jeszcze… Od tygodnia obserwuję na swojej twarzy dziwne zjawisko. Zaczynam nabierać rysow murzyńskich. Nos zrobił mi się kartoflany, usta też jakieś takie nabrzmiale, koszmar…

spytalam wczoraj o to małża stwierdził „co się dziwisz, przecież przytylaś”
No przytyłam, ale na nosie? na ustach? Poza tym tyłam przez ostatnie 8 miesięcy a nie przez ostatni tydzień.

Wczoraj po raz kolejny chwycily mnie bóle. Słaniającą się na nogach i zgiętą w pół, małż na siłę wepchnął do samochodu i wywiózł do szpitala. Tam czekal już na mnie mój lekarz. Posprawdzał podwodzie, posprawdzał stara bliznę, zrobił usg i ktg i orzekł: „Leżeć, bo na rozwiązanie jest stanowczo za wczesnie”

To wróciłam do domu i leżę. Matko… Nie dam rady tak przez dwa tygodnie. Koszmar jakis.

Już nie mogę się doczekać kiedy zalożę to na moją córę ;-)

We wrzesniu składaliśmy się na koszulki dla dzieci. Idea była taka że
każda klasa w szkole ma mieć koszulki w innym kolorze, a pod koniec roku
mają te koszulki dostać do domu. No i ok.
W ubiegłym tygodniu Sebek przyniósł koszulkę do domu i powiedział ze
pani kazala wyprać. Dobra, wyprałam, zapakowałam spowrotem do woreczka
który przyniósł i dałam dzieciowi.
Na nastepny dzień mlody przyniosł ową koszulkę i powiedzial ze pani się
nie podoba woreczek, bo jest potargany. Kuźwa, przyniósł w potarganym to
i w potarganym wyniósł. Wkurzylam się już, pokleiłam woreczek (nie
miałam innego), zapakowałam koszulkę i kazalam oddać pani.
Na kolejny dzień młody znów przyszedł ze szkoły z koszulką, bo pani nadal nie jest zadowolona z woreczka!!
W tym momencie mój mąż dostal szału, poszedł do sklepu, kupił jednorazówkę, zapakował koszulkę do niej i dal młodemu mówiąc:

„Jak się pani woreczek nadal nie będzie podobał, to ma do mnie zadzwonić, ja jej wszystko wytłumacze”

Młody zaniósł koszulkę.

Zgadnijcie co dzić przyniósł ze szkoły? Kuźwa koszulkę!!!!!!!! Bo przez
to tygodniowe noszenie koszulka sie pogniotła i pani się teraz nie
podoba że koszulka jest pognieciona, no kur.wicy chyba dostanę.

Mlody powiedział pani, że mama jest w ciazy i nie prasuje juz, tylko suszy w takie maszynie z opcja prasowania. I co usłyszał?

„To niech mama to jeszcze raz przepuści przez tą maszynę”

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! Normalnie mnie rozerwie. Powiedzcie mi
jaki jest sens tych przepychanek? Co ona chce udowodnić, przecież za 5
dni jest koniec roku szkolnego i on ta koszulkę dostanie do domu, to
niech ona sobie będzie jak krowie z d… wyjeta.

Jestem wsciekła jak osa.

Tesciowa

4 komentarzy

Już nadrabiam wczorajsza notkę. Chciałam ją wpisać ze sprzętu przenosnego i nic oprócz tytułu nie dało się wpisać. Taaa, niech żyje nowoczesność.

****

Od jakiegoś czasu mieszka z nami teściowa (moja). Taki life, jak mówią dzieciaki.
Mało co mowi, ale jak się odezwie to warto zapisać.

Wczoraj rozpoczął się mecz polska – francja.
Kamerzysta zasuwa po twarzach zawodników. Drużyna francuska właściwie w całości w kolorze czarnym.
Syn mój komentuje:
 - murzyn, murzin, murzina…
Teściowa na to:
 - Sebastianku, wszystkich ich znasz?

Ja padłam :-D

Poszłam do lekarza urabiac go na poród na pierwszy tydzień lipca. Co sie bedziemy czarować – mam już serdecznie dość. I opuchlizny, i gracji ruchow, i niespania, i wszystkiego czego wieloryb może mieć dość.

Ale nic z tego. Doktor nieugięty. Udalo mi się jedynie wytargować tydzień. Tak więc, jeśli Mloda nie postanowi inaczej, zobaczymy się 22 lipca.

A właściwie Ewunia, czyli prawie 2,5 kilo szczęścia i miłości.
Wiem, że każda matka ma fiksacje na punkcie wlasnego dziecka, ja tez mam. Dziś chciałam zaslinic monitor na badaniu i wycalować ten mały buziolek, ale sie powstrzymałam. Poczekam jeszcze tych kilka tygodni :-)

Wstałam dzis rano. Cały dom pogrążony w ciszy. Wszyscy śpią. Zrobiłam sobie kawkę, odpaliłam kompa, chcialam poczytać co ciekawego w swiecie. Otwarło mi sie okno gadulca. Patrzę a cora moja aktywna (znaczy nie śpi) i jej status: „joł ludzie” :D

Mamy już meble w pokoju najmłodszej latorośli. Teraz jeszcze parę kosmetycznych poprawek i można w zasadzie młodą zapakować do łóżeczka. Nooo, tak za 4 tygodnie – powiedzmy.


  • RSS