trzeciadziesiatka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2011

Zaduma

Brak komentarzy

Tak sobie myślę, liczę i kombinuję. No bo w sumie skończyl sie styczeń (już wlaściwie), luty krótki bedzie wiec przeleci niezauważony, w marcu zostanę sama na tydzień (rodzinka bedzie szusować), w kwietniu święta, w maju sporo wolnego i urodziny moje wiec coś jednak dziac się bedzie, potem czerwiec czyli koniec roku szkolnego i lipiec.

A w lipcu planuję się rozsypac.

Matko, toz to już za chwilę…

Męska duma

Brak komentarzy

W sobotę wjechałam małżowi na ambicję. Fakt, byłam nieco nie fair, ale chłopina zawziął się i aby mi udowodnić ze ma rację wczoraj z rana zapakował dzieciaki na wóz, sprzęt narciarski i ruszyli podbijać polskie nartostrady :D

Wrócili na obiad.

Ale przecież musiał mnie przekonać w 110% że się mylilam i że to on ma rację, wiec o 17.00 zapakował dzeciaki na woz, sprzeta narciarski i znów ruszyli na podboj. Tym razem nieco dalej.

Jadąc w tamtą strone zadzwonił do mne: „Kochanie, nie wiem czy damy radę wrocić, korek na pasie w stronę naszego domu na kilkanaście kilometrow. Cały Śląsk wraca z weekendu i ferii. W najgorszym razie zostaniemy w hotelu na stoku i wrócimy rano.”

Jasne, oczywiście, zajebiście.

O 19.00 zadzwonił że piją gorącą czekoladę i jak tylko opróżnią kubeczki – wracają.

O 19.30 zadzwonil, że dzieci jeszcze jeżdżą, bo bardzo chcieli…

O 20.00 zadzwonił: „Sprawdz w instrukcji auta, co oznacza jak auto nie chce zapalić i wyswietla sie taki komunikat…..”

 
O 20.30 zadzwonił „Przyjedź po nas” 

O 20.45 zadzwonił: „Bądź w pogotowiu, ale na razie nie przyjeżdżaj. Odpaliłem dziada”

Wrócili do domu grubo po 21.00. Zmęczeni, zmarznięci i w 1/3 mega wkurwieni.

Ale dal radę. Udowodnił. ;)

 

Bezcenne

1 komentarz

Usłyszeć od dziecka, że jest się jak Lord Vader – bezcenne.

http://dwa-skrzaty.blog.pl/milosnik-gwiezdnych-wojen,15235588,n

 

 

Zakupy

2 komentarzy

Rano przymierzyłam wszystkie staniki, które mam na stanie. Ku mojemu przerażeniu ( i radosci męża) ani jeden mnie nie ogarniał. Postanowilam ruszyc na zakupy.

Kupiłam.

Okazało sie ze w moim rozmiarze są, ale tylko takie jak na starą babę. Fajnie. Wziełam, bo przecież nie będę swiecić bielizną na ulicy, a priorytetem dla mnie było nie ciągnąć cycków po ziemi.

Obejrzalam owo cudo w domu na spokojnie.

Obiektywnie stwierdziłam, że ze 3 kilo ziemniakow moglabym w nich przytachać do chalupy.

 

Spedzilismy dziś pół dnia na Czantorii. Dzieciaki jeździły,a potem wzieli udział w zawodach narciarskich. I tu uwaga, oboje zajęli drugie miejsce w swoich kategoriach wiekowych :D

Ja jako dobra matka (nic to ze w ciąży) ganialam za nimi po stoku. Oczywiście musialam zaliczyć mega orla (kto by pomyslał, ze narciarze potrafią tak stok wygladzić). Naszczęście jedyny uraz jakiego doznałam to rozwalony paluch.

Jako zaś matka wyrodna, nie zrobiłam dzieckom ani jednego zdjecia i teraz grzecznie czekamy na publikacje zdjęć na portalu miejskim, żeby je chamsko zakosić.

 

Błąd

Brak komentarzy

Zrobiliśmy błąd prezentujac Młodemu na urodziny grę Monopoly. Cieszy się naprawdę mocno i daje temu wyraz zmuszajac nas do codziennego grania. „Mamo, zagramy? zagramy? proooooooszęęę”, „Taaatoooooo zagrasz z naaaamiiii? No i gramy.

 
Wczoraj wpadłam na genialny pomysł, opracowalam chytry plan i przystąpiłam do działania. 

Miało być tak:

- zero poblazania

- ja wygrywam

- dzieci dostają w kość

Co w sumie zaprocentuje zniecheceniem do gry na kilka tygodni.

 

A bylo tak:

- ja dostałam w dupę – przegrałam sromotnie

- na swoje nieszczescie dostałam glupawy grając pionkiem w kształcie pingwina. Nazwałam swój pionek Kowalskim (patrz „Pingwiny z Madagaskaru”) i co rusz rzucałam haslem „Nie tykaj pingwina”, „nie tykaj domku mego” 

- głupawa oczywiście momentalnie udzieliła się potworom zamieniając grę – zemstę, w najfajniejsza grę na swiecie.

Po 4 godzinach zarządziłam koniec. Podliczylam kasę i oznajmilam, ku uciesze gawiedzi, że przegrałam.

Odchodząc od stolu usłyszałam niesmiertelne „a jutro zagramy znów?”

Cholercia.

„Mamo, czy gawron to żon wrony?”

„Mamo, a jak urodzisz dzidziusia, to kiedy będziesz chodziła sie kąpać?”

„Mamo, jak to jest, że jak jesz to dzidziuś się najada a ty też jesteś najedzona?”

„Mamo, a kiedy zaczniesz jesć zeberka z bitą śmietaną?”

 

Otwarłam ogórki kiszone. Syn mimo, że właśnie wciął bułkę z nutellą, zażyczył sobie dwa ogory.

 - Sebek, zjesz jutro. Po nutelli nie będa ci smakowały

Młody zmierzył mnie wzrokiem, na chwilę zatrzymał spojrzenie na moim brzuchu i mowi:

 - Mhm, jasne… Juz cię znam… Zjesz wszystkie, a jutro mi powiesz, że ci tak zasmakowały ze nie moglaś się powstrzymac…

I wciął te ogóry po nutelli :/

 

Halo, czy ja naprawdę jestem takim wyżeraczem?

I drugie halo jeszcze, to ja jestem w ciązy i to ja roszczę sobie prawo do jedzenia czekolady z ogórkami kiszonymi…

Czy ta pindzia z lobolatorium mogła mi cos uszkodzić w ręce przy pobieraniu krwi, jak pizla mi igłą?

Zastanawiam się, bo nadal ręka mnie boli, zwłaszcza przy prostowaniu i zginaniu… Właściwie nie tyle boli, co kłuje mnie cos w srodku…

A dokładnie 7,4cm :D Tyle właśnie mierzy czlowiek, którego noszę pod sercem. Nosek ma zadarty jak moja córcia, więc nadal upieram się że to dziewcze. Póki więc nie zobaczę dowodu na to, że jest inaczej, będę nazywać ją Pestką :D

Po pierwsze…

… chyba poczułam dziś pierwszego kopa, a potem jeszcze dwa, a potem jeszcze jednego. Chyba, no bo jakim cudem w 12 tygodniu?? Jak siedmiocentymetrowy człowiek może pukać i wołać „tu jestem, czujesz?” Ale fakt faktem, że cos poczulam i teraz z nastawionymi radarami oczekuje kolejnych puknięć. Jeśli się powtórzą pewność mieć bedę. ;)

Po drugie…

…dziecka moje mają przed soba dwa zawody / dwie zawody (help, ani jedna z tych form mi nie pasuje). Pierwsze 23.01 na Czantorii, drugie 5.02 na Poniwcu. Niby nie obowiązkowe, ale fajnie jakby sie stawili. Ja tam nie mam nic przeciwko, zwlaszcza że ostatnie zawody przeszły im koło nosa z powodu choroby, ale cholercia śnieg zszedl. Leje i 12 stopni za oknem…

Po trzecie…

… zapomniałam :/


  • RSS