trzeciadziesiatka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2010

Wychodzi na to ze przyjechałam do Paryża na zakupy, hahaha. „przywiez mi jakieś dobre sery” prosił malz przed wyjazdem. Dobra, obiecać łatwo ale znaleść gorzej. Odpytalam panią recepcjonistke na okoliczność serów a ta wysłała mnie do Włocha na drugi koniec miasta. Pojechałam, trafiłam, kupiłam. Mąż będzie happy:) z tamtad do dzielnicy łacińskiej do księgarni, megaksiegarni, która składa się z 8 osobnych sklepów. Znów nowe książki na stanie :) będąc tam musiałam wejść do Notre Dame, uwielbiam to miejsce. Potem szybki obiad i pojechałam do La Defence. I znów zakupy. Tym razem na urodzony dla cory. Wróciłam do hotelu i odpoczywam. Pestka coś się buntuje i potwornie mnie dziś mdli cały czas.Nic to, mam 4 godziny na porządny odpoczynek, a potem koncert.Się boje wracać potem, ale może nie będzie tak złe, co?

Po śniadaniu poszłam na miasto. Jestem tu trzeci raz i co zrobiłam? Zgubilam się, wystarczyło ze poszłam równoległa ulica do głównej i już miałam problem. Ale koniec języka za przewodnika i jak dotarlam do Luwru to właściwie byłam w domu ;) Chciałam się pochwalis, ze po raz pierwszy okielznalam tez automat do zakupu biletów na metro. Do tej pory kupowalam w informacji a dziś nie, taaadaaaam :) No i co jeszcze…I jeszcze zaszalam we Fnac’u i Virgin i się obkupilam w książki, i zrobiłam najważniejszy zakup, tzn kupiłam najnowsza płytę Garou:) tylko nie mam jej teraz gdzie odsluchac :/Dopadlam sklep o jakże pięknej nazwie (maj- tak się czyta) i obkupilam się w orginalne musztardy dijonskie. Wzięłam jedna o smaku porzeczki, oby była smaczna.

Pozarlam śniadanie na podstawce do kubeczka i dotarło to do mnie, kiedy wychodząc ze śniadania zobaczyłam stertę talerzy :/ Jak to mówią… Puśc chłopa do biura, atrament wypije…

Dotarlam szczęśliwie do Paryża.W samolocie mimo ze byl na ok. 60 pasażerów lecialo jakieś 25 osób plus załoga. Cały lot zastanawialam się jak dotre z lotniska do centrum i postanowiłam ze taxi to będzie ostateczność. Dlatego, kiedy podszedł taksówkarz grzecznie mu podziekowalam i ruszylam na poszukiwania pociągu. Kuzwa się zgubilam. Po godzinie znalazłam jakiś darmowy to wsiadlam do niego. W środku zaczepilam sluzbistke i wyluszczylam problem. Okazało się ze obralam zły kierunek. Kazała wrócić i wsiąść do autobusu, co tez grzczenie uczynilam i w ten sposób dotarlam do hotelu. W hotelu rzucilam torbę w holu i poszłam na obiad do Włocha (www.pastapapa.fr). Ach polecam gorąco. Porcje nie do przejedzenia, pyszne i nie drogie.

Po obiedzie Pestka zarzadala snu wiec odpadlysmy na 1,5 godz.;) A potem wieczornych spacer. Najpierw w strone Opery Garnier. Tam na schodach grupa studentów dawała koncert.

width=

Rewelacja, miło było popatrzeć na nich i posłuchać:) zimno było a oni tak grali ze ludzie zaczynali tańczyć, bez względu na wiek. Potem poszłam do Luwru.  

 

Pod Luwrem jak zwykle tłumy wiec przec ogrody poczlapalam do Placu Concorde bo z daleka było widać wielki, oświetlony diabelski młyn.

 

Z tamtad przez Plac Vendome  do hotelu. A i co mnie zachwycilo jeszcze to sprzedawcy gorących kasztanow i orzechów na każdym rogu ulicy :) 

Postanowilam

1 komentarz

Klamka zapadła. Lecę.

Co ma byc to będzie.

À bientôt.

Mikser

4 komentarzy

Mam mętlik w głowie, mieszane uczucia i zero wiedzy co zrobić.

Czekałam na ten wyjazd pół roku. Cieszyłam się, odliczalam dni.

A teraz, na dwa dni przed wylotem dopadają mnie wątpliwości.

Po pierwsze boje się lotu. Lotu samego w sobie. Dodatkowego strachu dodają warunki na lotnisku jednym i drugim (śnieg). Mam lecieć małym samolotem, malutkim takim. Na poklad wchodzi kilkadziesiat osób.

Ciąża to kolejny powód moich rozterek. Ginekolog mówi „Leć”, a ja sie naczytałam tylu sprzecznych opinii.

Kolejny punkt – samotność. Troche mnie przeraza. 

No i najważniejsze pytanie „Co ja tam bedę robić???”

 

Tak, wiem mam plan. Wiem co chce odwiedzic, zwiedzic i kupić. Wiem, że aparat ma byc rozgrzany do czerwoności i to spotkanie wlaściwie już umówione… spełnienie marzeń… rozmowa.

Trzy pełne dni odpoczynku, oderwania od prania, prasowania i gotowania. Ciaglego upominania i pilnowania by wszystko grało.

I koncert, z ktorego jakos coraz mniej sie cieszę.

 

Pytam życzliwych mi ludzi „co mam robić?” A oni wszyscy jak jeden mąż twierdzą ze to moj wybór. Sama mam podjać decyzję. Ale ta wcale nie jest latwa.

 

Zadzwonilam do męża z informacja że nie jadę. Powiedział tylko ze to moj wybor, ale żebym nie marudzila za dwa tygodnie ze moglam jednak lecieć. Zdeklarował sie że poleci ze mna, że zalatwienie formalności zajmie mu 5 minut, mam tylko jasno i wyraźnie powiedzieć ze to tego chcę.

Ale tego chyba nie chcę. Bo tu włącza się strach przed lotem. Jak samolot ma sie rozwalic to lepiej zeby dzieci straciły tylko jedno z rodzicow…

 

Co ja mam robić? Brac byka za rogi czy skulić sie w kąciku i wycofać?

Kurde

Brak komentarzy

Może nie polecę?

Naprawdę biję sie z myślami…

Porównywarka

Brak komentarzy

Porównywarke znalazłam.

Pestka nasza wielkości pestki od jabłka jest aktualnie :)

 

A co poza tym?

A poza tym sie szykuję. Za 3 dni lecę. Właściwie to juz za dwa, bo trzeciego obiad w Paryżu jeść z Pestką będziemy :)

Od czego matka-polka zaczyna szykowanie do wyjazdu?

Od gotowania dla reszty towarzystwa, co by przez te cztery dni z głodu nie padli. Stoja wiec w lodówce weki :/ i czekaja na pochlonięcie.

Jutro prasowanie i reszta prania a potem sie pakuję.

Jeśli mi dnia wystarczy, bo 4 godziny z 12 przesypiam.

 

 - Jest sens, żebyś ty tam wogóle leciała? – zapytał mnie dzis mąż kiedy wstala wyspana o 13.00

 - ???

 - Przeciez połowę tego czasu tam prześpisz.

 

I co ja na to poradze? Przychodzi taki moment, że poprostu wszystko muszę rzucić (dosłownie) i w te pędy do wyra, bo inaczej zasnę na stojąco.

Znak

Brak komentarzy

Śnią mi sie po nocach horrory związane z lataniem. Roztrząsam najstraszniejsze scenariusze jakie mogłyby miec miejsce. Mam czarne wizje.

Tak, to znak ze za kilka dni lecę.

Czy to nie paradoks? Cieszę sie, że lecę, ale juz wiem że najszczęśliwsza bedę jak cało wrócę. 

To ja. Oj jak dziś cierpiałam od rana. Własciwie przeszło mi (tyle o ile) jakieś 20 min temu. Za to teraz mam pypcia na fasolkę szparagową. 

Poprosiłam męża by mi przywiózł ze sklepu.

Przywiózł.

 - Kotek, trzy paczki kupiłeś? Po co tak dużo?

 - Bałem się, że jak kupię jedną to nie wystarczy ani dla mnie, ani dla dzieci.

Fakt. Mógłby byc problem :]

 

 


  • RSS