trzeciadziesiatka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2010

Młody opowiada babci o wyjeździe do Egiptu. My siedzimy obok i słuchamy.

 - I wiesz… i wujek Ahmed – urwę mu kiedyś łeb za tego wujka – powiedziła że czeka na mnie za rok. Że zabierze mnie na ryby, a za dwa lata nauczy mnie nurkować z butlą i popłyniemy na super rafy. Bo on takie zna… 

Mama spojrzała na mnie wzrokiem pytajacym, na co mój małż odrzekł:

 - No… i właśnie dlatego więcej do Hurghady nie pojedziemy. Na szczęście Egipt jest duży.

W piatek wywieźliśmy dziecka do mojej mamy. Trzy dni jak za starych dobrych czasow :D Pełne szalenstwo… :)

Piatkowy wieczor zakończyliśmy dość późną, ale za to cudowną kolacją w sushi barze :)

 
Niedzielę postanowiliśmy wykorzystać na zakupy jesienno-zimowe. Z dziećmi jest to droga przez mękę, bo raczej ciężko im wytrzymać pielgrzymkę od sklepu do sklepu np za wymarzonymi butami dla mamy… ;) (kto posiada latorośl, ten wie o czym mówię ;)

Wyruszyliśmy z rana. Ponieważ nadal „trzymała” nas kolacja obylo się bez sniadania.

Do południa zaliczylismy Sferę w Bielsku. Małż zglodniał więc sie posilił, ja jakoś nie mialam na nic ochoty.

Kilka godzin później trafiliśmy do Silesia w Katowicach. O 16.00 byłam juz glodna jak pies. Wpadła mi w oko knajpka o nazwie Fenix. Wystrojem podobna do sfinxa, poszłam więc tam marząc o pysznej sharmie.

Juz po 15 minutach czekania aż kelner laskawie poda mi kartę, odnalazlam w menu upragnioną sharmę i wlaściwie byłam gotowa do zamawiania dania. Mojego, kurwa, pierwszego posiłku w ciagu tego dnia. Ale nic z tego, kelner ma swoje sprawy. Po kolejnych minutach, małż w końcu przechwycił kelnera i zlozył zamowienie: Sharma z ryzem i dwa napoje.

 

No i czekamy.

Czekamy.

Czekamy.

 

Przebiega kelner, więc niesmiało mu przypominam o napojach…

Czekamy dalej i czuje coraz bardziej, że ta knajpa to niest to o co mi chodzi….

 

W końcu przyszedł kelner…

…z żeberkami…

(no comment)

Przypominam mu po raz kolejny o napojach

 

Po kilku minutach kelner przychodzi sie upewnic czy abynapewno chciałam sharmę z ryżem. Potwierdzam i sugeruję, że napilabym się czegoś. Dosłownie 15 sekund później ląduje przedemna sharma z frytkami.

Wołam więc miłego pana i mówię, że to nie jest ryż i CHCE MI SIĘ PIĆ!

Pan zabiera talerz. Po chwili przynosi mi sharmę z ryżem – NA BRUDNYM TALERZU! i tonic zamiast 7up.

No i trzeciadziesiątka zrypana jak koń po westernie, wściekła jak osa i głodna jak pies zrobiła karczemną awanturę, bo miarka jakby sie przebrała. Na koniec jeszcze spytałam czy standartem jest sharma bez sosu, na co dupek udający kelnera oświadczył: „czasem brakuje”

 

 
Tak więc ku przestrodze. Omijajcie z daleka Fenixa w Silesia w Katowiach.    

 

Jak to było?

1 komentarz

Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni, gdy nie ma w domu dzieci to jesteśmy niegrzeczni….

Ogłoszenie

4 komentarzy

Z racji tego, że zostałam jednak wystawiona do wiatru i teraz już na 100% lece sama, mam do sprzedania bilet na koncert Garou. 

Koncert odbedzie się 30.11.br w Paryżu. 

Oferta jak najbardziej poważna.

Cena 200zl (kosztowal ponad 50E )

Eureka!

Brak komentarzy

Wlazłam na iTunes, kazali mi cos zainstalować, że niby aktualizacja. Dobra, co mi szkodzi. Chwilę potem odkryłam na moim iPoldku funkcję karaoke :D

Ha!. Teraz to dopiero wszyscy będą mieć przesrane. :D

Niech ja tylko wprowadzę teksty tych kilkuset utworów….

 

Muzycznie

1 komentarz

W końcu dotarły do mnie długooczekiwane płyty (oczywiście głównie pewnego pana ;) ). Jednej z nich nie slyszalam jeszcze, więc od razu powędrowala do odtwarzacza. Sa to przeróbki znanych kawalków. Gar spiewa tam po angielsku.

Przylazł maż:

 - Możemy puścić jakąś jego płytę po francusku?

 - Dlaczego?

 - Jakos wolę go słuchać, kiedy nic nie rozumię…

 

Ignorant ;)

Moja miłość do orchidei jest powszechnie znana w rodzinie :D W ubiegłym roku kupiłam sobie pewien okaz i z duszą na ramieniu obserwowałam co z nim się dzieje. Okaz sobie zakwitł raz (dłuuuugo kwitł) a potem cisza. Cisza trwała dobre pół roku. Aż tu nagle…

 

Photobucket

 

Nie dość że zakwitła to w dodatku podwójnie. Pod każdym kwiatem jest już kolejny pąk, a obok duzej rośliny rośnie sobie kolejna, która pewnie na wiosnę dostanie swoją własną doniczkę :D

 

Jak się cieszę :D

Od kilku tygodni męczę chłopa o szynszyla. W końcu zgodził się. Zaoferował nawet że sam, wlasnoręcznie klatkę zmajstruje. Duży sukces.

Ugadalam się z tatą, że w mairę jego mozliwości będzie nam futrzaka doglądał podczas naszych wyjazdow. A potem zabrałam dziecka i poleciałam na wakacje. Tam przemyslalam wszystko i stwierdziłam że optymalniejszy będzie królik.

 
Podobno lepiej dogaduje się z psem, jest bardziej kontaktowy niż szynszyl i w dodatku latem można go zostawić (w odpowiednim domku z wybiegiem) w ogrodku. Mogłby tam hasać, miałby schronienie i dostęp do trawy.  

Wybralam już nawet delikwenta:

 

Póki co mieszka całkiem blisko nas. 

 

No ale niestety, to że małż zgodził się na szyla, nie znaczy że zgadza się na króla… Czeka mnie znów cala przeprawa.

Trzymać kciuki proszę.

Wróciłam

Brak komentarzy

Pojechałam tam z pewną dozą nieśmialości. Jakoś kraje arabskie nie szczególnie mnie kręciły do tej pory. Ale zakochalam się.

Zakochałam się w Egipcie, rafach, klimacie, temperaturze i wszechobecnych piaskach. Nawet meduza, która mnie potraktowala niezbyt przyjaźnie (piekło dobrych kilka godzin, a odczym na lapie zszedł dopiero po kilkunastu godzinach) ma swoj urok i można ją polubić.

Większość czasu spędziliśmy na łodzi snurkując i odwiedzając pobliskie wyspy. Woda jest poprostu niebiańska. Krystalicznie czysta i niesamowicie ciepła.

 

woda przy wyspie giftun

A to co widzieliśmy pod wodą, zapiera poprostu dech w piersiach. Niestety zdjecia nie oddają w pełni uroków…

 

Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

Za rok koniecznie tam polecimy znów. Jeszcze nie wiem czy w wakacje, czy moze w październiku, żeby pozwiedzać.

Tym razem nasze wycieczki były dość monotematyczne – Rafy :) ale bylo zbyt ciepło, żeby uderzać na Kair czy Luxor. O 7 rano termometr wskazywał 39 stopni w cieniu. W Kairze podobno przyjemne 50.

 

Uwielbiam prezenty. Serio. Bardzo lubię je dostawać.

Pod warunkiem, że nie krwawią.

Czy ktoś mógłby to przekazać mojej Kici, ktora z uporem maniaka (od tygodnia) rozczłonkowuje myszy na tarasie (przy samym wyjściu)? Właśnie prawie wlazłam w dwie. Głowa  osobno, a ciało zmasakrowane :/

Bleeeee…


  • RSS