trzeciadziesiatka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2010

Sennie

8 komentarzy

Podróżowałam dziś w nocy. Mąż kupił mi i dzieciom bilet (chyba w 1 strone) kolejowy do Vichy. Najbardziej martwiłam się o samochód :/ który został na peronie. Mieli mi go załadować do pociągu, ale chyba nie mialam stosownego biletu. Odjezdżając widziałam jak jacyś kolesie kręcili sie koło mojego auta…

 

Mieszkalam w jakiejś norze (jednopokojowe mieszkanie, bardzo ciemne). Któregoś dnia odwiedził mnie mąż. Nie sam. Towarzyszyła mu platynowa blond cizia. Widziałam ja tak dokładnie, że gdybym potrafiła rysować spokojnie mogłabym machnąć jej portret.

Wcale nie było mi tam dobrze…

 

 
Ps1. A teraz najfajniejsze. Sprawdziłam. Miejscowość Vichy istnieje naprawde. We Francji…

  Ps2. Nie miałam o tym pojęcia… 

 

 

33 lata (prawie)

2 dzieci

kilkuletnie doświadczenie zawodowe

2 języki

wyższe wykształcenie

komputer perfect

prawo jazdy

samochód do dyspozycji

Szybko się uczę

 

Mam jakieś szanse na rynku pracy? NIE. Dlaczego? Bo po pierwsze primo mam dwoje dzieci, a po drugie primo jestem stara. Reszta się jakby nie liczy.

 

Oto Polska właśnie.

 

Mąż przytrzasnął paluchy szafką. Zwija się z bólu, skacze po pokoju.

Ja stoję w progu i jako współczująca żona kulam się prawie po podłodze. Naprawde mu współczuję, nawet płaczę… tyle że ze śmiechu. Poprostu nie potrafie sie opanować – to jest silniejsze ode mnie. 

Problem…

2 komentarzy

 - Mamo chodź szybko – woła córa – mam problem…

 - Chodź na dół

 - Nie, problem jest w łazience…

Lece na górę.

 - Co się stało?

 - Bransoletka wpadła mi do kibla.

 - To ja wyjmij

 - Nie mogę. Brzydzę się.

 

No jasne… Założyłam gumową rękawiczkę, dźwigam klapę…

 - Czemu tu jest tyle papieru?

 - Bo zrobiłam kupę…

 

O, shit!

Kuźwa… Kupilam sobie znowu batonika i co? I znow to samo….

Przytachałam siate do domu, mąż dżentelmen rozpakowuje i znów wtopa!

Czy ja nie mogę raz w zyciu zrobić czegoś normalnie?

 

 
Tym razem małż uchachany łaskiawie wyraził zgodę na zjedzenie kawałeczka. Ulitował się nad sierotą… ale musiałam przysięgać, ze więcej nie będę tak kombinować…  

 

Kilka ladnych dni temu wlazłam na oficjalną stronę Garou i naskrobalam do niego kilka słów. Między innymi o tym, że wybieram sie na jego koncert do Paryza, bo jakoś do Polski go nie ciągnie ;) 

 

I uwaga. Dostałam odpowiedź! 

Garou pisze między innymi, że właśnie kończy trasę w Quebeck’u, że juz nie może doczekać się trasy po Europie i że zaczyna nagrywac nowe piosenki, że lato najpewniej spędzi w studiu. I hit! 

DZIĘKUJE, ze zamierzam przejechać tyle kilometrów na jego koncert.

Ja dziś chyba nie zasnę!

Jejć!

Hmmm

Brak komentarzy

Poszło „na noże”. Jak zwykle o mega glupotę. Ale on wie, ze to jego wina, ze to ja mam rację. Dwa dni już przeprasza… Własciwie to mi już przeszło, ale jeszcze udaję mega obrazę (podoba mi sie jak jest taki milutki… ;) )

Dostalam dziś bukiet – 50 czerwonych róż. Chyba czas odpuscić…

 

Czy ktoś wie, gdzie z Berlina odchodzi TGV? (Szukam alternatywy dla zamkniętych lotnisk :/)

 

A z drugiej strony, doszłam dziś do wniosku ze to niemożliwe żeby na świecie rodziło sie tylu idiotów. To jest fizycznie nie możliwe. Podejrzewam że istnieją gdzieś plantacje, gdzieś ich, cholera, muszą siać. Zakladam że gdzieś na południu, żeby szybciej dojrzewali.

Kiedy ginie jakis idiota to się go poprostu bierze na „szczepki”.

Innego rozwiązania nie widzę.

 

… żebym nie miała dostepu do niczego.

Własnie popsulam maszynke do robienia popcornu. Nawet nie było trudno. Wystarczyło zamiast kukurydzy wsypać ryz.

Et voila!

Wkurzam się na córę, że jest roztrzepana, ale ja wcale nie jestem lepsza…

Kurde. Leżały w lodówce polędwiczki. Kupiłam więc obiad w proszku ;) (Gyros – proszek do sosu i proszek do zalewy) Oglądalam to opakowane kilka razy z każdej strony, w końcu wydedukowalam co jest co. Zrobiłam zalewe, ale dziwna jakaś taka. Wogole skladniki nie chciały się połączyc… ale w sumie ładnie pachniała to pokroiułam mięcho i wrzuciłam do zalewy. 

Marynuje się.

Teraz wzięłam sie za sos. Majonez, keczup, mieszanka… CHOLERA…. pomyliłam.

Ale pieprze to.

Mięso marynuje się w mieszance z której powinnam była zrobić sos, a do sosu użylam mieszanki w której powinno marynować się mieso.

 

Rodzina albo padnie z wrażenia, albo z głodu.

 

 

Ps. Rodzinka zajadała się aż miło ;)


  • RSS