trzeciadziesiatka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2009

… jak w temacie…

Zasiadlam przed komputerem o 10.50. Zamontowałam sluchawki, przeciagnęłam się i odliczałam minuty do godziny zero. Ta w końcu nadeszla i usłyszalam tekst:

- Hej, hop, panie lelum polelum, rusz no że się!
- Ejżeż ty, zażywny huncwocie przechero, czegóż to sobie winszujesz?
- Chcę li tylko , byśmy jakowąś sztukę dell’arte odegrali.
- Kiedym nieruchawy w tym niby – pancerzu …
- Złóż otóż kontusz tuż obok, bo przyprószony on gdzieniegdzie, z rzadka ciemnooliwkowymi cętkami, i włóżże te czerwono pręgowane wzdłuż antycellulitisowe legginsy z lycry.
- Oj, to raczej za pewne przyjąć by trzeba, że hajdamackie hajdawery byłyby lepsze…
- Lecz skądże ten miszmasz w twej ekstraeleganckiej zazwyczaj postaci?
- Bom poniekąd zmierzył odchudzić się co nieco. Zarzuciłem fondue z mozzarelli i gorgonzoli , oryginalne sushi, puree z ratatui, a zwłaszcza kogel-mogel i rachatłukum – i nic. Nie pomogła niskokaloryczna dieta ekspres ani inne hocki- klocki.
- Boś zapewne pił co dzień półtrzecia kieliszka cabernet , a może nawet półczwartej szklaneczki beaujolais?
- Alem nie do syta jadł i popijał…
- Lecz cud- dieta nie pomoże, jeśli się nie ochędożysz…
- Potrzebneż mi to ochędóstwo?
- Ani chybi, panie bracie. Zmień menu i strój, zastosuj feng shui, a poprawisz image swój!

Taaa… Od razu chcialam zrezygnować, ale ostatecznie wygrała chęć sprawdzenia się. Napisałam. Wyslałam.

 - Jak ci poszlo? – spytal mąż
 - Chyba dobrze – skwitowalam…

Teraz porównalam teksty (moj – ten wysłany i oryginał). Pani Bochenek zapowiedziala, że sprawdzane będą prace do 10 błędu. Sprawdzilam więc swoją.

10 błędów mam, a ile więcej – nie powiem :D
Na pocieszenie, dla mnie, informacja, ze ani jednego ortograficznego…. Przejechałam się na interpunkcji :(

GG ściągnięte, w sensie gg10Beta, slownik przewertowany, nastawienie psychiczne, jak najbardziej na tak…, głosniki działaja, palce rozgrzane

Jutro o 11.00 piszę dyktando. Kciuki trzymac proszę :)

Znalazlam w necie info, że w grudniu firma Kolporter ma wypuścić na rynek eClicto. To małe cudo ma słuzyć do czytania ebooków, miedzy innymi. Ma mieć tez funkcję mp3, czyli że adiobooki tez w grę wchodzą. Wszystko po polskiemu. Wręcz idealne w Alpy. Piwko na lodowcu i eClicto zamiast książki. Napalilam się jak szczerbaty na suchary.

Napisalam więc do Mikołaja na gg:

Drogi Święty Mikołaju, chciałabym w tym roku dostać eClicto. Mogę poczekać na prezent do stycznia, na wypadek, gdyby Twoje Elfy nie namierzyły wcześniej tego w sklepach.
Pozdrawiam
Grzeczna jak zawsze J.

Po chwili jednak namierzylam cenę sugerowaną, detaliczną.
Więc dopisalam szybko.

Ps. Drogi Mikolaju, znalazlam ceny prognozowane, mozesz się zrzucić na prezent z moim mężem. Mielibyście za razem z głowy i moje urodziny i wielkanoc i takie tam pierdoły…

Po chwili przyszła odpowiedź…

Znalazłem ceny… chyba na 2 lata do przodu

Jakoś to przeboleję. Byle stokrotka na urodziny byla, na znak, ze pamieta.

Zadanie domowe

1 komentarz

Młody przyszedl do mnie z pytaniem…
 - Mamo, co to znaczy że kościół zjedli?

Nie bylo opcji, musiałam oderwać się od zajęcia
 - Co mówisz? – nie wierzylam w to co slyszę
 - Pani powiedziała, że w Nierodzimiu był kościół  i go zjedli, a ja mam na jutro wytłumaczyć co to znaczy
 - Zjedli kościół? – dalej nie wierzyłam
 - No. Kościół zjedli. Tak pani powiedziała.
 
Przez kolejnych kilka minut wmawialam dziecku, ze źle zrozumiało panią, ze napewno inaczej powiedziała, ale Młody nie dawał za wygraną.
W końcu popatrzyłam mu w oczy i wytlumaczylam:
 - Synu, to znaczy, ze ludzie wybudowali sobie kościół a potem nastały ciężkie czasy i nie mieli co jesć. Usiedli więc dookoła kościoła i drzazga po drzazdze go zjedli…

Młody oczy wielkie zrobił i spytał nieśmiało czy tak ma napisać. Ruszyło mnie sumienie. Poprosiłam o rade wujka googla a potem jeszcze kumpele co to tu z dziada pradziada mieszka i oboje zgodnie stwierdzili, że „z jedli” znaczy z jodły.

No i Młody jutro z twarzą wyjdzie.

Uległam w  końcu namowom męża i wymieniłam opony na zimowe. Ale…

Podjechałam na ten warsztat po raz pierwszy. Wjeżdżam na plac a na środku stoi słup a na nim info „TAXI i numer”
„Ocho, nie wróży to nic dobrego” – pomyślałam – „trzeba pamietać, żeby tu nic nie naprawiać”

Oddałam samochód w ręce mechaników a sama udałam się na pietro do ciepłej poczekalni.
Okazało się, że w pokoju obok poczekalni, jest biuro ochrony. Panowie, sztuk dwie, oglądali film instruktażowy dla ludzi z ich branzy. Ponieważ drzwi mieli otwarte, dowiedziałam się że:
 - zakuwając kogoś w kajdanki należy robić to tak by nie tamować krwi
 - zakuwając kogoś w kajdanki, należy zakuwać go UWAGA :) w miejscu odosobnionym, broń boze na dworze, w obecności dwóch ochroniarzy
 - Nie wolno zakuwać w kajdanki osób poniżej 17 lat, chyba, ze ma 16 i dopuścił się czynu strasznego – to mnie rozbroiło :D
 - Nie wolno UŻYWAĆ psa bez kagańca, chyba, ze przeciwnik jest uzbrojony w broń palną.

itd itp

Powiedzmy, że zasluchałam się. Nagle zadzwonił telefon. Rozmowa ochroniarzy:
 - Który dzwoni?
 - biały
 - to odbierz
 - czemu ja?
 - bo ja odbierałem ostatnio
 - [słychać westchnienie. Ewidentnie sie poddał i odebrał telefon biały]: Halo taxi, słucham….

O kuźwa….

W tym momencie zadzwonił drugi telefon i odebrał drugi ochroniarz, po czym przyszedl i oznajmił mi że moje auto już jest gotowe.

Schodze na dół, płacę i proszę o fakturę.
 - Tu ma pani rachunek, prosze iść na górę do ochrony, tam pani wystawią fakturkę.

Ochrona wielozadaniowa…. :D


  • RSS