Dziś mija 32 rocznica mojego narodzenia. Fajnie, nie?
 - dzieci nie pamiętają… (mają jeszcze prawo, zaczynaja opanowywać zasady dzialania kalendarza)
 - mąż NIE PAMIĘTA – nie złożył mi życzeń, ani osobiście, ani przez gg, ani nawet smsem.
 - mama – dzwoniła. Zaproszilam ją na sobotę, ale nie może wpaść ani w sobotę ani w niedzielę, bo idzie na inną imprezę. Ja ją rozumię, też męczą mnie nasiadowki u najbliższej rodziny :(
 - ojciec – dzwonił z zyczeniami, nie wpadnie bo akurat dziś wyjeżdża do szwagra i wróci w niedziele…
 - przyjaciólka – nie pamięta, druga też nie…
 - ojczym, zadzwonił i nawet wpadnie. To już coś.

Cholernie mi miło. Pół dnia przeplakałam… No poprostu świetnie jest koło mnie…

EDIT:

Mąż sobie przypomnial, pół godziny temu. Skąd wiem? Zadzwoniła znajoma z życzeniami:
 - przynajmniej ty pamiętasz… – dodalam po cichu
 - No M. przed chwilą dzwonił do nas i w te słowa” kurwa, własnie se przypomniałem, że moja żona ma urodziny”. hahahahaha, no to dzwonie do ciebie

No to tyle, to tak na dobitke. Laska ze swoim mężem mają niezłą polewkę, ja rycze nadal.
Mąż zadzwonił:

 - co masz na obiad?
 - dla ciebie nic, przeciez powiedzialeś rano, że bedziesz późno
 - o to dobrze, zapraszam cię na obiad, taki urodzinowy

O co to, to nie. Nie wykpi sie. Niech idzie sam, ja zostaję w domu.