- Wiesz – opowiadm mężowi – wczoraj wybiegła mi przed maskę sarna. Dobrze, że nic za mną nie jechalo, bo musiałam mocno hamować. Normalnie przebiegla mi z 1,5m przed autem i nagle mi tak wbiegła…. [przeżywam, na co mąż wchodzi mi w słowo ze swoją sensacją]
 - A mi wczoraj wiewiorka wbiegla przed auto?
 - O biedna… przeżyła?
 - Czy ja wiem… Chyba tak
 - Ale widzisz – wracam do tematu – twoja wiewiorka nijak się ma do zagrożenia jakie stworzyla mi sarna. Przecież jakbym w nią walnęła to…
[znow mi chamsko przerwał]
 - Sarna, sarna… A jak ja bym walnął wiewiórę? ty wiesz jakie ona miała orzechy???!!???