trzeciadziesiatka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2008

Na poczcie

Brak komentarzy

Dostaliśmy paczkę o wymiarach 200x140x60cm. Wzięłam awizo, zamówiłam taxi bagażowe i na pocztę. Pan była na tyle miły, ze zaparkował z tyłu poczty, by łatwiej było paczkę odebrać.
Rozmowa moja z panią w okienkubyla krótka. Kiedy już zostały sprawdzone moje dane osobowe:
 - Mam samochod z tylu, tam odbiorę przesylkę.
Pani jednak porwała mi awizo i zniknęła na zapleczu. Po 15 minutach wraca:
 - Próbowałam to przynieść tu, ale jest za ciężkie.
Myślałam że rozerwie mnie ze śmiechu. Ciekawe jakby to przecisnęła przez okienko :D

 - Słuchajcie – zaczęłam rozmowę nt. choinki już 2 tygodnie temu – a może byśmy w tym roku ustroili jakąś choinę światełkami na dworze, a w domu postawiłabym tylko jakiś stroik?
 - Nie!! – odkrzyknęła jednogłośnie moja familia.

Trudno. Wczoraj drzewo stanęło w salonie.
Wszyscy je mijali jakoś z daleka, niezauważając. Dziś wzięłam się za ubieranie drzewa, kląć pod nosem i obiecując sobie solennie, że za rok zero drzew w domu.

Dużo nie ubrałam. Poległam na światelkach – od których oczywiście należy zacząć ubieranie choinki.
Mielismy 5 kompletów. Pierwszy byl spakowany osobno, szybko zawisl na choince. Nad resztą spędziłam przemiłe 20 minut. W koncu kolejny zestaw lampek odpadł od „kołtuna”. Szybko wrzuciłam lampki na choinkę i sprawdzam czy święcą. Owszem, ale tylko w połowie :[

Zakasałam rękawy i biorę się za pozostale splątane. W końcu z ciśnieniem 200 wzięłam nozyczki i po kablach. Poświęcając jeden sznur lampek uwolniłam 2 pozostale.
Żaden z nich nie dziala!

Małż oprawia ryby na wigilię, ja sie krzątam obok. Nagle podeszłam do niego i dałam mu klapsa w pupę.
 - A za co to?
 - Za nic. Tak cię klepnęłam, zebyś wiedział że nie jesteś bezpański  :)

Propozycja

Brak komentarzy

 - Kochanie, napijesz się kawy? – spytałam zalotnie męża nudzącego się
 - Oj tak, bardzo chętnie – padła błyskawiczna odpowiedź.
 - Super, to ja tez poproszę :D

Poszłam do sklepu. Lista zakupów krótka:
żarcie dla kota i jajka.
Za ladą stoi facet.
 - 3 puszki KK i 10 jaj – zaczynam standardowo.
Facet podaje bez szemrania, a w mojej głowie rodzi się problem „jakiej klasy są te jajka”, jakoś nie miałam ochoty na te najmniejsze i zamiast otworzyć pudełko i sprawdzić ętelegentnie zagadałam:
 - A duże ma pan jajka?
 - Moja żona nie narzeka.

Kretynka.
Kurtyna.

Jutro organizuję córze urodziny. Zejdzie się naście osób, a na dodatek do południa będą jej koleżanki. Postanowilam sobie więc uprościć zycie i zakupić gotowe salatki.
Rozmowa z panią w sklepie:
 - A ta sałatka? Co w niej jest?
 - To proszę pani, jest taka salatka jak ziemniaczana, tylko wegetariańska.
[Nie wiem czy są jakieś inne wersje sałatki ziemniaczanej (jarzynowej) ale w mojej nie ma ani grama mięsa czy wędlin, pytam więc:]
 - Wegetariańska???
 - Tak, bo nie ma w niej groszku.

I wszystko jasne :D

To, że zdarzają mi się nieprzewidziane, dziwne historie to wszyscy już dookoła mnie wiedzą. Ba, próbują nawet z tym żyć. Ale kiedy jestem niewsypana (tak jak dziś) worek z niespodziankami sie otwiera.

Pusta lodówka, zero chęci do czegokolwiek, co by tu na obiad… – myslałam całe dopołudnia. W końcu znalazłam przepis na kopytka.
12 ziemniaków, pół szklanki mąki, sól – to mam, jestem uratowana. Starłam ziemniaki, zasypałam mąką, a w misce breja. Czuję, że znów cos namotalam. Sypię makę jak glupia, a w misce wciąż breja, w końcu mąki mi zabrakło, a z ciasta nadal nie da się kopytek formować.
W domu wszyscy ze mnie leją, nie wiem czemu tak ich to bawi, mnie wściekłość rozwala, wygnalam chlopa po mąkę do sklepu.

Ps. Sądząc po ilości breji w misce czeka nas conajmniej tydzień kopytek (o ile cokolwiek z tego wyjdzie)
Ps.2. Sprawdzilam przepis nie 12 ziemniakow tylko 1 – 2 ziemniaki – idiotka…


  • RSS